piątek, 24 marca 2017

Rodziny ciąg dalszy



Ok, ja wiem, że to się robi lekko przy długie. Zamiast przejść do wartkiej akcji, wciąż kogoś przedstawiam, ale uwierzcie mi bez nich ta historia byłaby jak czytanie książki od tyłu. Niby wiesz jak to się skończy, ale nic kurwa nie kumasz.

A chodzi o to, że w pierwszej kolejności wkurwia mnie ludzka głupota. Zaraz za nią, ale bywa, że egzekwo, jest moja najbliższa rodzina. I niech mi proszę jakiś genealogiczny geniusz, wytłumaczy czym jest NAJBLIŻSZA rodzina, bo ja chyba jestem upośledzona społecznie. Dla mnie to Lardż, Pączek, mama, tata, rodzeństwo, tudzież dziadkowie. Niestety każdy zwykły śmiertelnik ma też dalszą rodzinę, która jak zbiór trójkątów, próbuje wpierdolić się do mojego zbioru kwadratów. Matematycznie jest to kurwa nie do ogarnięcia. I tu pojawia się ciotka z wujkiem, cioteczka babka (kto to w ogóle jest?!), kuzynostwo szemranego pochodzenia, wujo Gienio i siedem pokoleń wstecz. Wszystko rzecz jasna rodzina NAJBLIŻSZA.

poniedziałek, 20 marca 2017

Rodzina



Wiecie już jak to było ze mną.

Poznajcie zatem moją rodzinę.

Mąż Lardż, syn Pączek, normalnie wesoła z nas ekipa. Ja furiatka, wkurw łapie z prędkością światła. On, powiem Wam, że w całym swoim życiu nie spotkałam osoby tak spokojnej, choćby skały srały i talerze po domu latały, on pozostaje ostoją spokoju. Pączek, urodzony z wagą pół tony, o godzinie w pół do komina, wiecznie uśmiechnięty, nie wiem po kim, pewnie się syn listonosza. Aktualnie trenuje swoje struny głosowe i nasze bębenki.💀

czwartek, 2 marca 2017

Cud narodzin



O swoich narodzinach wiem dwie rzeczy: po pierwsze, fatygowałam się na ten świat dwa dni, a po drugie, moja mama nabawiła się przeze mnie rozstępów (wcale nie dlatego, że zamawiała 0,5kg frytek i przytyła prawie 30kg). 

Wniosek? Cud moich narodzin, to fakt, że do dziś o tym słyszę.




niedziela, 26 lutego 2017

Jola


To jest Jola. Lat 29, ostatni etap dwudziestoletniej młodości. Później nastanie wiek rozwagi i słusznych decyzji wyłącznie. Tak mówią.

Jola ma długie brązowe włosy i duże zielone oczy. Kobieta przy kości. Całkiem normalna. Na wiecznej diecie, w drodze po boską sylwetkę. Na permanentnym wkurwie.
Obecnie na URLOPIE macierzyńskim - robota od rana do rana. Nienormowany czas pracy, nienormowany sen. Dziecko, mąż, dom, dziecko, dziecko, sen, mąż, dziecko, Jola (10sec między dziecko i mąż).

Wakacje, że hej!

Jola to ja. To Ty. Każda z nas ma w sobie taką Jolę. Niewypowiedzianą siebie, która nie wiedzieć czemu, ma wiecznie mordę na kłódkę. 

I wiecie co? Opowiem Wam, jak mi się Jola zerwała ze smyczy.